running

Ciuchy biegowe na każdą okazję

DSC_1147

Nie mam zdoności opowiadania, a i pamięć zbyt słabą by ze szczegółami wypisać Wam ciekawostki z ostatniej, weekendowej wyprawy w Karkonosze, ale to nie znaczy, że temat w ogóle odpuszczę. Pomyślałem (i obym się nie mylił), że dość interesujące z punktu widzenia biegaczy może być zagadnienie: jak poradził sobie sprzęt typowo biegowy podczas dwóch dni górskiego trekkingu? Gdy dorzucić do tego śnieżną zimę, przechodzącą w mokrą chlapę i błoto, a do tego zmienną temperaturę to pojawia się kilka ciekawych spostrzeżeń.

Zacznę od krótkiej wyliczanki i wyjaśnienia. Na wyjazd zabrałem ze sobą: buty New Balance 980 Fresh Foam Trail, koszulkę termoaktywną Odlo Evolution Warm, bluzę Nessi, którą recenzowałem dla portalu Trening Biegacza, leginsy z Tchibo, kalesony Crafta z Windstopperem oraz czapę i skarpety Dexshella. . Nie wszystko z listy jest dedykowane „wyłącznie biegaczom”, ale ja tego sprzętu używałem tylko w tej dyscyplinie. Dlaczego w takim razie wziąłem to wszystko w góry? Odpowiedź jest prosta – do tej pory nie miałem wielu okazji by chodzić po górach, najczęściej po nich biegam, więc nie czułem potrzeby kupowania rzeczy górskich. A jak spisały się biegowe, tego dowiecie się z kolejnych linijek.

Koszulka termoaktywna Odlo Evolution Warm. Krótko – jest genialna. Wziąłem ze sobą jeszcze jedną koszulkę tego typu, gdyby ta mi przemokła lub prześmierdła, ale nie było o tym mowy. Pełne dwa dni spędziłem wyłącznie w niej i najczęśniej stanowiła jedyną warstwę poza kurtką. Przy zejściu do Karpacza miałem na sobie już tylko tę koszulkę, choć nie mamy środka lata. Świetnie trzyma temperaturę, wysycha niemal natychmiastowo i jest bardzo wygodna. Do tej pory miałem o niej dobre zdanie, ale jej ocena i tak skoczyła w moich oczach o kilka punktów. Jeżeli szukacie uniwersalnej bielizny do biegania, trekkingu, na narty/snowboard czy gdziekolwiek jeszcze może się przydać, to nie zastanawiajcie się długo. Odlo mistrzem wszechwag!

Bluza Nessi. Jak już się pewnie domyślacie, nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Zakładałem ją rzadko i dość szybko ściagłem, ponieważ połączenie bielizny, kurtki i bluzy, które miałem przy sobie, nadawałoby się na Sybir, a nie Karkonosze wiosną. Ci z Was, którzy czytają WLF trochę dłużej wiedzą jednak, że bardzo ją sobie cenię.

DSC_1195

Czapka i skarpety Dexshell. Jeżeli chodzicie przez dwa dni po zaśnieżonych górach w przewiewnych, biegowych adidaskach, a wasze stopy mimo to są suche, to ciężko utrzymać szczękę na miejscu. Skarpety Dexshella można chwalić godzinami, dniami i tygodniami, a i tak ich działanie cały czas robi wrażenie. To świetny produkt dla każdego, kto ma do czynienia ze śniegiem, błotem i wodą w każdej formie. Buty z goretexem można wyrzucić przez okno albo dać psu do zabawy. Czapka, podobnie jak bluza, nie miała za dużo roboty. Założyłem ją drugiego dnia, podczas podejścia na Śnieżkę, ale wyjątkowo nie było wietrznie, więc szybko się zagotowałem.

Leginsy i kalesony. Nie będę się przesadnie rozpisywał, bo było po prostu ok. Żadnych otarć, całkowity komfort termiczny i użytkowania. Nic do zarzucenia.

NB 980 Fresh Foam Trail. Po ciężkich przygodach na pierwszym treningu zrobiłem w nich jeszcze kilka wybiegań w terenie i postanowiłem zabrać na dłuuugi spacer po górach. Skoro odpuściłem Bieg Kreta to taka wycieczka była idealną okazją by sprawdzić, jak NB poradzą sobie z kilkunastoma godzinami użytkowania non stop.

Tym razem nie było mowy o „dziurze w palcu”, choć podczas długich zejść nadal czuć było, że przody butów są dla mnie zbyt wąskie. Poza tym sprawdziły się wyjątkowo dobrze. Nawet na mokrym śniegu zapewniały rozsądne „tarcie”, mimo że nie mają dużego bieżnika. Poza tym dobrze trzymają stopę na wysokości zapiętka i śródstopia, więc przy okazji poślizgów czułem się w miarę pewnie. Może okaże się, że częściej będę je wykorzystywał podczas tego typu wycieczek, a nie na treningach biegowych? Oby nie 😉

Okazało się zatem, że rzeczy biegowe mogą się świetnie sprawdzać podczas takich wycieczek. Trzeba oczywiście zadbać by były one dobrane do pory roku i warunków panujących w miejscu docelowym, ale etykietki „do biegania”, „w góry”, „do supermarketu”, „do cioci na imieniny” można odłożyć między bajki, gdy sięgnie się po wyobraźnię i pokombinuje.

Po takiej lekturze wszyscy zasługujemy na czekoladę!

Brooks Cascadia 9 – recenzja

DSC_1033

Dziesiątki dobrych opinii i recenzji, niemniej zadowolonych biegaczy i nakręconych w górach kilometrów – tak w paru słowach można opisać klimat panujący wokół linii Cascadia Brooksa. Podobno były wersje lepsze i gorsze, podobno siódemki były genialne, choć dla producenta i tak każda kolejna będzie najlepsza. Ja tymczasem, z przynajmniej kilku powodów, nie miałem chęci by pogłoski te weryfikować – po pierwsze, to nie mój „typ” buta, po drugie, mam złe wspomnienia po PureGritach, a po trzecie, mimo przeceny nie były przesadnie tanie. Mimo tego, zdecydowałem się je kupić i nie żałuję…

Wykładam kasę na stół!

Nie będę ukrywał, że jednym z powodów kupna Cascadii była desperacja spowodowana nadchodzącymi startami. Po Zamieci rozleciały mi się Nike Wildhorse 2 i pozostałem bezbronny wobec dwóch zbliżających się biegów ultra. Z kolei niewypał z PureGritami sprawił, że obawiałem się zamawiania butów przez internet (a kusiły inov-8!), tak więc trafiłem do sklepu RunnersClub we Wrocławiu by trochę pomierzyć. Na całe szczęście Cascadia 9 była w tym czasie w promocji, bo na półkach szykowano miejsce pod premierę „dyszek”, a jeszcze większym szczęściem okazał się fakt, że buty po przymiarce leżały jak szyte na miarę.

DSC_1031

Wciąż jestem zwolennikiem „bucików”, a nie butów i Cascadia znacznie odbiega od niemal minimalistycznych modeli górskich, w których czuję się najlepiej (Salomon Sense, Merrell Trailglove czy trochę większe Wildhorse), ale pierwsze wrażenie było naprawdę świetne. Trochę jak na koturnie z uniesioną piętą, ale pod starty ultra przyda się trochę więcej amortyzacji – tak przynajmniej to sobie tłumaczyłem.

DSC_1032

Przebieg

Podobno trzeba dwukrotnie obiec Ziemię po równiku i zajechać buty do skarpet, żeby napisać rzetelną recenzję, ja jednak pozwolę sobie odejść od tej zasady. W Cascadiach przebiegłem dwa zimowe, górskie biegi ultra (75 i 52 km), trzy wybiegania w terenie w okolicach 40 km i kilka krótszych treningów. Wydaje mi się, że po takim doświadczeniu mogę się śmiało wypowiadać na ich temat, mimo że mam je od około dwóch miesięcy.

DSC_1029

Żeby nie przedłużać…

Przejdę od razu do sedna. Buty, mimo zapewnionych im do tej pory wrażeń, wyglądają jak nowe. Dobrze pamiętam, jak prezentowały się Najki i Salomony po takim przebiegu i różnicę na korzyść Brooksa widać gołym okiem. Najważniejsza jest przy tym bardzo niewielka ścieralność podeszwy – rzadko mam problemy z pękającą cholewką, za to zjechany bieżnik to u mnie nagminny problem. W Cascadiach wydaje się, że pociągnie on znacznie dłużej, co rodzi uśmiech pod mą brodą.

Na wysokości całej cholewki także nie widać przetarć bądź pęknięć, choć przebieg kilku fragmentów materiału może wskazywać, gdzie w przyszłości mogą się one pojawić. Wzmocniony czubek buta nie powoduje obtarć i doskonale temperuje moc „low kicków” na kamieniach i gałęziach. Przewiewna cholewka sprawi oczywiście, że but dość szybko przemoknie na śniegu, trochę lepiej zachowuje się jednak w warunkach deszczowych, gdzie zagraża mu dopiero poważniejsza kałuża. Nie schnie zbyt szybko, więc w przypadku przemoczenia liczcie na swoje skarpety.

DSC_1030

Solidny bucior do zadań specjalnych

Cascadia doskonale spisywała się podczas wielogodzinnych biegów w zaśnieżonych górach (kto biegł w Ultramaratonie Hrabstwa Kłodzkiego czy Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim, ten wie, o czym mówię). Buty są miękkie, całkowicie „wygłuszają” kamienie i gałęzie, które dawałyby się we znaki w „mniejszych” modelach. Pewnie trzymają się na śniegu i błocie, choć wszyscy wiemy, że na każdego kozaka znajdzie się takie błoto czy lód, że najlepsze vibramy świata padają na kolana. Buty nie utrzymają nas na nogach, jeżeli nie dorzucimy do nich rozsądku i techniki.

W tym przypadku dobra ocena na powierzchniach suchych to oczywistość – mimo masywności można w nich spokojnie zreazliować szybsze odcinki. Co ciekawe, wielką wygodę czuć także na odcinkach asfaltowych, których nie brakowało na pierwszej ze wspomnianych imprez. Równo rozłożony bieżnik sprawia, że wypustki nie wbijają nam się w stopy na twardych nawierzchniach, a amortyzacja dopiero tam pokazuje na co ją stać.

DSC_1034

Garść zarzutów

Pora na odrobinę rzeczywistości w tej bajce. Po pierwsze, nie do końca rozumiem konstrukcję pivotów. Po części treningów w Cascadiach czułem ból w okolicach łuku poprzecznego stopy – właśnie tam przebiega jeden z pivotów – który wcześniej się nie pojawiał. Jeżeli miałbym wybrać jeden element, którego stanowczo pozbyłbym się z tych butów, to byłyby to właśnie te wstawki. Po drugie, obszycie języka może powodować obtarcia. Sam musiałem nauczyć się, jak go układać by nie było problemów. Nie jest to wielka filozofia, lecz warto pogrozić palcem. Mój zmysł pisarski podpowiada mi, że w tym miejscu powinno pojawić się: „po trzecie…”, ale nic nie przychodzi mi do głowy.

DSC_1028

Podsumowanie

Brooks Cascadia 9 to but zaskakujący. Jest niemal dokładnym przeciwieństwem modeli, w których biegałem do tej pory, a mimo to udało mu się zdobyć moje uznanie (ale zaszczyt panie Soczomski…). Mam nieodparte wrażenie, że biegacze, którzy do tej pory biegali właśnie w butach, a nie w „bucikach” (mam tu na myśli np. Speedcrossy, Xodusy czy inne Trabuco), będą w siódmym niebie, gdy przesiądą się na Cascadie. Ja pozostanę zwolennikiem mniej lub bardziej restrykcyjnego minimalizmu, ale bogatszym o naukę, że czasami warto sięgnąć po coś z innej półki.

PS Brooksie, może obniżysz drop do 0-4 mm, wyrzucisz pivoty i zmniejszysz amortyzację w 11 wersji Cascadii? 😀

Torba Thule Chasm – recenzja

thulechasm_duffel_27l_alt2_sized_450x300

Biegacz potrzebuje przede wszystkim butów. Przyda się także para porządnych spodenek i koszulka oraz parę innych gadżetów, które uprzyjemnią nam codzienne treningi. Są jednak także takie produkty, które nie od razu przyjdą nam na myśl, gdy podejmiemy się takiego wyliczania. Jednym z nich jest… torba sportowa. Produkt, który może stanowczo ułatwić nam życie podczas wyjazdu na zawody czy wyjścia na siłownie. Z pewnością przyda się każdemu, kto częściej wyjeżdża z domu w celu aktywnego spędzenia czasu. Przez ostatnie pół roku podczas takich wyjazdów towarzyszyła mi torba Thule Chasm i chciałbym Wam coś więcej o niej powiedzieć.

Jakie Thule, co za Thule?

Zacznijmy od samej marki. Nazwa może Wam niewiele powiedzieć, ale z pewnością logotyp szwedzkiej firmy spotykacie codziennie na ulicach. Do tej pory Thule zajmowało się przede wszystkim produkcją sprzętu samochodowego – wszelkiej maści uchwytów, bagażników i tym podobnych rzeczy. Mają też spore doświadczenie w produkcji podobnych gadżetów dla rowerzystów. Tymczasem postanowili rozpocząć ekspansję na rynek sportowy i w tym przypadku także zajęli się tym, co wychodzi im najlepiej, czyli sprzętem do przenoszenia sprzętu, a mówiąc sensowniej – torbami. Cieszy mnie to, bo ostatnio coraz częściej widzimy firmy, które znienacka rzucają się na produkcje obuwia sportowego, choć nigdy z tą działką nie były kojarzone. Thule wkracza na nowy grunt, ale ze sprawdzonymi metodami.

thulechasm_duffel_70l_alt5_sized_450x300

Thule Chasm

To ogólna nazwa modelu, który występuje w pięciu różnych gabarytach i tyluż kolorach. W zależności od naszych potrzeb możemy zaopatrzeć się w 27 lub aż 130 litrową torbę, w którą najprawdopodobniej zmieścimy nie tylko swój sprzęt na zawody, ale i kilku zawodników. Pośrednie modele mają kolejno 40, 70 i 90 litrów pojemności. Wszystkie mają jedną główną komorę i zewnętrzną kieszeń. Ponadto, dzięki specjalnym uchwytom, torbę w chwilę możemy zmienić w swoisty plecak.

Zdecydowałem się na rozmiar Medium, który ma 70 litrów, a torba dotarła do mnie w żółtym kolorze.

thulechasm_duffel_130l_alt4_sized_450x300 (1)

Wygląd

Gdy otwierając pudełko zobaczyłem, że ze środka zerka na mnie coś zółtego, nie byłem zachwycony. Pomijając kanarkowo-odblaskowo-błyskawicową wersje tego koloru nie przepadam za nim specjalnie. Na szczęście szybko okazało się, że torba w pełnej krasie wygląda znacznie lepiej niż mogłem się tego spodziewać. Powiem więcej, wygląda świetnie! Dizajn (jak ja nie lubię tego słowa…) torby jest bardzo nowoczeny, minimalistyczny i, pomijając nieduży logotyp marki, zamyka się w dwóch kolorach. Tak wyglądająca torba zrobi dobre wrażenie nawet przy garniturze, ponieważ materiały z których została wykonana sprawiają wrażenie świetnych jakościowo i rzeczywiście takie są (torba przeżyła podróże samolotem, a wszyscy wiemy, jak obsługa lotniska traktuje rzeczy pasażerów). Doskonale sprawdzała się także w zestawieniu ze sportowymi ciuchami. Jednym słowem – same plusy.

Pojemność, kieszenie i wygoda pakowania

Choć wybrana przeze mnie pojemność to dopiero połowa stawki, którą proponuje nam producent, to torba zaskakuje swoją pojemnością. Zapewne jest tak dlatego, że producent zrezygnował z montowania we wnętrzu dodatkowej liczby komór i w efecie otrzymujemy jedną, obejmująca całą torbę. Nie miałem najmniejszego problemu, żeby spakować do niej ubrania i sprzęt sportowy na dziesięciodniowy i tygodniowy wyjazd. Wśród sprzętów, które wylądowały w środku była m.in. rolka do masażu Blackroll, dwie paru butów, sporo ciuchów, plecak biegowy i wszystko to, co potrzebne nam na co dzień. Do tego kilka książek i inne graty – mówiąc najkrócej, nie sposób wypchać tę torbę do granic możliwości. W ogóle nie ograniczałem się z zabieranym na wyjazdy bagażem i mieściłem się idealnie. Torba sprawdzała się także podczas wypadów na siłownię, gdy lądowało w niej znacznie mniej rzeczy. Mimo tego, że dostajemy wyłącznie jedną komorę, to sprzęt nie lata nam po niej i wszystko leży bezpiecznie na swoim miejscu.

thulechasm_duffel_90l_alt1_sized_450x300

All in all…

Niedługa recenzja, bo ciężko mi znaleźć cokolwiek na niekorzyść tej torby. Zarówno walory użytkowe, jak i jej wygląd, świadczą o niej jak najlepiej i aż głupio byłoby mi jej nie polecić. Jeżeli macie w planach dłuższe wyjazdy sportowe czy zwykłe wczasy lub na co dzień potrzebujecie dobrej sportowej torby, Thule Chasm będzie świetnym wyborem. Wybierzcie rozmiar i kolor, a potem pozostaje już tylko śmigać!

Dodatkowe informacje znajdziecie na stronie producenta:
http://www.thule.com/pl-pl/pl/campaigns/thule-chasm